To, co odczuwam w danej chwili najintensywniej,
jest dla mnie zawsze najtrudniejsze do wyrażenia.

Kiedy mija czas i emocje opadają,
wówczas przychodzi moment w którym stać mnie na wyrzucenie z siebie prawdziwych odczuć.
Zamieniam się wówczas w poważną matronę, która z wybitnie poważnym wyrazem twarzy zabiera się do chłodnego relacjonowania danego doświadczenia.
Oczywiście wyjątkiem jest malarstwo czy moment, kiedy zabieram się do napisania jakiejś piosenki
- ale z drugiej strony, według mnie, natchnienie to też zaśniedziałe - zastane w nas emocje, które zbieramy... zbieramy... zbieramy, aż do momentu wielkiej ich w nas kumulacji.
Wiadomo - w pewnym momencie dochodzi do ich "wysypywania się".


- Dotykam Cię teraz. Czujesz?
- Czuję, że chcesz abym czuła.
- Dotykam Cię teraz. Co mi powiesz?
- Czuję.


Najpiękniejsze jest porozumienie pomiędzy wierszami,
ale czy możliwe?

Nie cierpię u siebie mieszkającej we mnie
tendecji do marudzenia. Sio!
Jestem dzisiaj zlepkiem przeciwstawnych sobie emocji - jak nigdy - tak silnie.

Potrafię zanegować nawet wczorajszą siebie
jeśli usłyszę podszept nowego światła..
i jeśli on się zdarzy, podam mu dłoń z rozkoszą...
Nie ma tu niczego, co nie zdarzyłoby się naprawdę...
czego bym nie czuła, nad czym nie krążyła...
(martwi mnie moja skłonność ku kontrapozycji).


Nie mam wizji siebie, tak naprawdę.
To nieosiągalne - bynajmniej na chwile obecną.




Zaprojektowała Claudia. Użyła zdjęcia od Spider Kiss
Wyszperaj sobie thecorację!.


księga o mnie ucałuj